sobota, 29 grudnia 2012

Dolce far niente.

Mam przeczucie, że wymuszenie na JG ustalenia, że w sobotę biegnę na dwugodzinne zajęcia spinningowe były dobrym pomysłem. W czwartek podczas biegu moje łydki błagały o litość, więc dostały dwa dni na opdoczynek.
Piątkowe dolce-far-niente wejdzie chyba do kalendarza na stałe. Sobotnie poranne kręcenie pozostanie jedynym treningiem tego dnia, do czasu gdy nie nadejdzie pora na "sobotnie zakładki" na siłowni. Tymczasem na jutro zaplanowany mam ostatni trening w tym roku. Przy okazji - według planu - trening który zamknie 500 km przebiegnięte w całym roku - okazja godna wymyślenia fajnej miejscówki do biegania - szczególnie że zaczynam mieć dosyć "pętelek" po Miasteczku Wilanów.

Skaryszak? Na Siekierki i z powrotem? Rozbrat i Powiśle?