wtorek, 15 stycznia 2013

Kop motywacyjny

Dzisiaj rano przekonałem się, że ciężka robota w zeszłym tygodniu się opłaciła. Raz - wszedłem na wagę. Wynik - o półtora kilo mniej niż tydzień temu. Dwa - podczas treningu, który trzy tygodnie temu mnie zmęczył dokumentnie, bez specjalnego bólu dołożyłem sobie 2 km rozbiegania na koniec i gdyby nie przestoje na przejściach dla pieszych pewnie poprawiłbym życiówkę na 10 km. I tak wiem, na treningu nie chodzi o poprawianie życiówek, ale jeśli przypadkiem się poprawić wynik uda nie mam nic przeciwko.

Dzisiejsze podbiegi w kopnym śniegu robiłem w tempie poniżej 5 min/km. Tempówki poniżej 4 min/km. Wszystko w kopnym śniegu. Rewelacja!

Dzisiaj:
10.58 km @ 1:00:18 (moving time)
HR: 165bpm AVG; 183bpm MAX
CAD: 73spm AVG; 88spm MAX

PS. przed treningiem od paru dni testuje pomarańcze. podobno owoce cytrusowe świetnie odkwaszają organizm, a przy okazji nieźle nawadniają. Dowód? W sobotę przez ponad 14 km ani przez chwilę nie poczułem pragnienia, a dzisiaj zrezygnowałem w ogóle z brania bidonu z piciem. Ryzykowne, ale się opłaciło. Niestety wieczorem udało mi się również oberwać za wypicie całego soku pomarańczowego jaki był w domu...