czwartek, 27 grudnia 2012

Cholera...

...powolutku zaczyna do mnie docierać, że pierwszy poważny test przygotowań do pół-ironmana (czyli półmaraton warszawski) już za niecałe trzy miesiące. I tak jak pierwszego tygodnia treningów biegowych nie zauważyłem (znaczy zauważyłem, moje łydki mnie nienawidzą), tak pierwszy miesiąc gdzieś umknie, luty jest krótki... a tu podobno jeszcze jakieś trzaskające mrozy mają wrócić. I po co?

Dzisiaj, w ramach odmiany wyciągnąłem z szafy cienkie lycrowe spodenki 3/4, zrezygnowałem z długiego rękawa na pierwszej warstwie i zostawiłem w domu komin i rękawiczki. I było mi ciepło! W lejącym deszczu! Czy jest jeszcze szansa, aby w ramach spóźnionego prezentu pod choinkę Św. Mikołaj doniósł trochę wiosny?

Jak się okazuje, spóźnione prezenty ma w zanadrzu decathlon. Jak się okazało, pełna paleta skarpetek do biegania wisi na półkach przeceniona o przynajmniej 70%. Dzięki tej niewyobrażalnej promocji, moje stopy mogą liczyć na odrobinę luksusu w żarówiastych barwach. I tak, te najdroższe są różowe. I'm gonna wear them with pride.

Dzisiejszy trening:
11:31 km @ 1:12:51 (3km spokojnie, 2 km szybciej, przerwa, 3 km spokojnie, 2 km szybciej, 1 km rozbiegania).
Dzisiaj DJ zapodał "Czwórka" Dubstep, co zaskakująco dobrze zgrało się z dzisiejszym truchtaniem.