środa, 26 grudnia 2012

W rytmie.

Bieganie podobno jest nudne, monotonne i (w gruncie rzeczy) beznadziejne. Znasz to uczucie? Mnie przed nudą i beznadzieją zazwyczaj ratuje iPod z odpowiednim rytmem w słuchawkach. Monotonię treningu lubię, bo pozwala oderwać myśli od codziennego szaleństwa i daje niezły reset (a przy okazji odrobinę dystansu do świata). Jaka jest idealna muzyka do biegania? Prosty rytm, tempo najlepiej 160-180 bpm, parzyste liczenie taktów, bo przy rytmie na 3/4 nogi mi się gubią. Świetnie sprawdza się drum'n'bass, house, sporo elektroniki. Zdecydowanie moim ulubionym albumem jest The Prodigy Experience, na drugim miejscu Super Discount 2 Etienne de Crecy, który z kolei świetnie nadaje się do spokojnych wybiegań w spacerowym tempie. W niedziele testowałem Electric Rudeboyz - co świetnie rozgrzewało na trzaskającym mrozie.

Wczoraj podbiegi i rytmy. Podbiegi pod kościół na dolince wyszły świetnie - suchy asfalt, absolutne pustki dookoła, rewelacja. Rytmy wyszły już gorzej. Co prawda udawało mi się zejść chwilami do rozsądnego tempa (w moim przypadku to nadal ok 4 min/km), ale roztapiający się wszędzie lód odbierał większość przyjemności z biegu.
Dzisiaj za to biegałem w pełnym słońcu, w większości po suchym, co wcale nie przeszkodziło mi trzykrotnie nabrać do wnętrza buta lodowatej wody. 

Wczoraj:
8.04 km @ 49:37 min (6 km bieg spokojny, 10x100 m podbiegi, 10x100 m rytmy)
Dzisiaj:
4.21 km @ 26:30 min (bieg spokojny)

PS. Mimo, że na iPodzie mam wgrane ponad 8GB przeróżnej muzyki, do biegania używam w zasadzie 3-4 albumów. Mało. Jeśli ktokolwiek z czytelników zechciałby się podzielić w komentarzu propozycją swojej ulubionej playlisty do biegania, byłbym bardzo wdzięczny - nagród nie ufunduję, ale zaoferuję chwilę blogowej sławy :).