sobota, 22 grudnia 2012

I gdzie ten koniec świata?

Nie ma. To już pewne. Tak samo jak fakt, że jutro z rana dwie godziny spinningu - co generalnie oznacza, że przepalę skutki fabrycznej wigilii. Tymczasem - ponieważ ostateczna idea bloga się dopiero krystalizuje - przedstawię jedno podstawowe założenie. Oprócz obuwia, opon do roweru i szeroko pojętych supli (bo na tym nie ma co oszczędzać) będę starał się opisywać, testować i wykorzystywać sprzęty z poniższej kategorii low-cost.
I nie, nie oznacza to, że będę opisywał megafrajdę z posiadania roweru marki chinarello, czy spodenek adibasa. Bo nie o to chodzi. Chodzi o to, że do zabawy na amatorskim poziomie nie potrzeba sprzętu, którego każdy element kosztuje kwoty pięciocyfrowe. No chyba że po drodze wygram w totka... albo odziedziczę ukryty przed CBA majątek byłego prezydenta (pojęcia nie mam w jaki sposób).
W każdym razie, do czasu uzyskania większych nadwyżek finansowych będę dzieckiem Decathlonu, bike-discount'a i pewnie kilku innych sklepów specjalizujących się w rabatach, dyskontach i promocjach.
Lowcoste? Da się!