wtorek, 18 grudnia 2012

The beginning, czyli po cholerę mi to wszystko?

Po cholerę to wszystko? Mogłem ciągle siedzieć przed telewizorem, obrastać tłuszczem i łapać zadyszkę po truchcie do autobusu. Nic z tego. Po tym jak w 2009 roku po raz pierwszy trafiłem na trasę maratonu MTB (płaska jak stół Białowieża) zaprezentowałem jak bardzo żenujący wynik może uzyskać młody facet. Dość wspomnieć, że na siedemdziesięciu facetów poniżej trzydziestki bylem siedemdziesiąty. Niecały miesiąc później, w Nałęczowie byłem przedostatni. Tyle, że przejechanie 34 kilometrów zajęło mi ponad 3 godziny.

Wkręciłem się, przez 3 lata schudłem 25 kilogramów (nie wiem dokładnie ile, bo nie znam wagi wyjściowej) z ostatnich miejsc klasyfikacji każdych zawodów wspiąłem się gdzieś na połowę tabeli wyników, dwukrotnie zmieniłem rower, a moje ciuchy zmniejszyły się o kilka rozmiarów. Czy to wystarczyło? Nie, bo z okazji 2012 roku wymyśliłem, że skoro pływam (a przecież pływać umiałem), jeżdżę na rowerze i biegam (od grudnia), to przecież triathlon nie będzie dla mnie problemem. W lutym zarejestrowałem się i zapłaciłem za start w Beko Ełk Triathlon na dystansie olimpijskim. Ostatecznie, w 2012 roku oprócz Ełku (gdzie na mecie zameldowałem się po 3 godzinach z małym hakiem) ukończyłem sprint w Suszu (1:26) oraz Habdzin-mana (tym razem 1:36). Za każdym razem wyglądało to identycznie - z wody w polowie stawki, rower niezle po czym wielki łomot podczas biegu... bo biegać po prostu nie umiem.

Beko Ełk Triathlon - przygotowania do startu
Co zaplanowałem na 2013? Zaczynamy w Warszawie półmaratonem. Potem ćwiartka IM, znowu Ełk i najważniejszy start sezonu - Herbalife Triathlon Gdynia. Dodatkowo (jakby było mało cały sezon Skandia Maratonów na górskich, Tour de Pologne Amatorów i pewnie masa innych imprez.
Wszystko po to, żeby sezon zakończyć Maratonem Warszawskim i pewnie znowu Biegnij Warszawo. Podobno ambitnie, ale jeszcze nie zaczęło to do mnie docierać.

I teraz dochodzimy do celu - czyli po cholerę ten blog? Drogi czytelniku, zmartwię Cię. On nie jest dla ciebie. Jest masa blogów treningowych prowadzonych przez doświadczonych zawodników z czołówki (którym ja do pięt nie dorastam i nigdy nie dorosnę), jest masa blogów prowadzonych przez ludzi którzy do pierwszego w życiu triathlonu dopiero się szykują.

Po cholerę więc to wszystko? Potrzebuję motywacji, nakręcenia się i monitorowania realizacji postawionych celów, więc ta cała pisanina jest przede wszystkim dla mnie. Ale będzie mi niezmiernie miło jeśli będziesz śledzić moje postępy w przygotowaniach do startów.

Do Gdyni pozostało 236 dni.