wtorek, 21 maja 2013

Nieczysta zagrywka Krasusa

Nie wiem czy wiecie, ale jeśli do 30 czerwca świat nie stanie w płomieniach, nie dupnie meteor to z Krasusem zameldujemy się na starcie 1/4 IM w Mrągowie. Będzie konfrontacja. Pewnie wyjdę pierwszy z wody, może nie dam się na rowerze, a potem dostanę bęcki na biegu. Innej opcji nie widzę. Po cichu liczę, że po rowerze wypracuję sobie przewagę, która mi wystarczy zameldować się na mecie szybciej. Fantazjuję? Jasne że tak! Nawet bardzo, tym bardziej że drogi "kolega" ucieka się do nieczystych zagrywek na treningach. Poradzę Ci drogi czytelniku, uważaj na tego typa na wspólnych treningach, wycieczkach rowerowych, bo doprowadzi cię na krawędź przepaści i później z uśmiechem na ustach zepchnie Cię z niej. Wbijając przy okazji nóż w plecy.


Czemu tak drążę temat? Bo po wspólnych 50 km w trudzie znoju, smrodzie i brudzie pitstopu (dętka), walki z wiatrem i uczenia "kolegi" pętelek dookoła Konstancina udaliśmy się w stronę Józefosławia z planem - on do domu do Mysiadła, a ja Puławską przez Ursynów do Lemingradu. Wedle instrukcji miałem jechać przed siebie do Puławskiej, a on skręci jakimś skrótem do domu. Skrót przegadaliśmy, więc miał dojechać ze mną do Puławskiej. Niedoczekanie moje.
- Wiesz co... Ja tu mam skrót, będę leciał oszczędzę z kilometr. Zapomniałem o nim...
- No OK, do zobaczenia. Dzięki za jazdę. 
Ta jasne. Skrót. Pewnie. Nie wiedziałem tego jeszcze wtedy, ale właśnie zostałem doprowadzony do przepaści. Rozstaliśmy się w miejscu w którym byłem po raz pierwszy w życiu, wiedziałem że mam jechać na wprost. No to pojechałem. 200 metrów dalej zobaczyłem to:
Tak, dobrze widzicie. Kolega Krasus postanowił utopić. Moją szosę i prawdopodobnie przy okazji mnie, bo nie sprawdzałem jak głębokie jest to jezioro... Stary, nie starczy Ci, że mój rower strzyka jak kolana polskiego emeryta i musisz mu dokładać?

A na serio: trzeba by to powtórzyć :).


Triathlon Projekt na Facebooku: