piątek, 14 czerwca 2013

Doping!

Ci, którzy oczekiwali, że tak obiecujący tytuł będzie zwieńczony skróconym poradnikiem co, w jaki sposób i z jakim skutkiem powinni wstrzyknąć (tudzież łyknąć) zawiodą się srogo. Nie ma sensu rozwodzić się nad farmakologicznymi metodami zwiększenia wydolności organizmu. Lepiej spojrzeć na psychologiczną stronę tego zagadnienia. A dokładniej: na kibiców.

Na zdjęciu po lewej widać to doskonale: zawodnik umiera, ale do mety dobiegnie szybciej niż ten gość z tyłu, bo pewnie w tym tłumku stoi jego żona (albo dziewczyna, może kochanka), a przed nią źle wypaść nie wypada.
Wrzaski i krzyki, to czasami ostatnia deska ratunku przed ostateczną bombą i rezygnacją z walki o wynik. Jednak żon, dziewczyn, kochanek, rodziców, ciotek i dzieci nie wystarczy, żeby obstawić całą trasę biegu/wyścigu kolarskiego/triathlonu (niepotrzebne skreślić). Dlatego najważniejszych kibiców ustawiamy w kluczowych miejscach trasy, a na całym dystansie korzystamy z dopingu zgromadzonej gawiedzi. A ponieważ zgromadzona gawiedź to cholernie ważny element każdej imprezy sportowej, postanowiłem przygotować dwupunktowy podręcznik dbania o dobry i głośny doping. 

Po pierwsze: kto tu jest dla kogo
Nie jesteś Usainem Boltem ani Michaelem Jordanem. Pamiętaj, że to kibice pojawili się na trasie dla Ciebie, a nie Ty dla nich. Uśmiechnij się! Jeśli machają - odmachaj. Jeśli wystawiają ręce, żeby przybić Ci piątkę - przybij. Jeśli na mecie ścigasz się z przeciwnikiem - idź w trupa dla tych, którzy ci biją brawo. Jeśli wbiegasz sam - postaraj się żeby Cię zapamiętali. I wbij sobie do głowy, że gdyby Ciebie na tym biegu nie było i tak by przyszli i też bili brawo. Podziękuj im za obecność, chociażby w taki sposób. 

Po drugie: spraw, żeby najważniejsi kibice poczuli się najważniejsi
Jeśli na zawody zabieramy ze sobą: żonę/męża, kochankę/kochanka, rodziców, dzieci, przyjaciół, to pamiętajmy, że pełnią oni o wiele ważniejszą funkcję niż tylko "trzymacz do kluczyków od samochodu". Pamiętaj, że to oni przed startem będą podtrzymywali Cię w bojowym nastroju, to oni będą najgłośniej kibicowali ci na trasie, to znowu oni mogą wsiąść w samochód i pojechać 20 km dalej, żeby zrobić Ci zdjęcie jak przebijasz się przez najbardziej błotną kałużę. Pamiętaj, że nikt ich nie zmuszał do jazdy przez pół Polski, żeby powydurniać się na trasie. Pojechali dla Ciebie i na mecie spraw, żeby poczuli Twoją wdzięczność. Nawet jeśli zaliczysz na mecie kompletny zgon - odrobina uśmiechu zdziała cuda. Słowa "Dzięki, że jesteście" tym bardziej. A zimne piwo wypite wspólnie po zawodach (które postawisz swoim kibicom) zapewni, że wychowasz sobie wiernych kibiców na lata.

Dlaczego to tak ważne? 
Dzieciaki przy trasie zawodów każdego zawodnika (nieważne jak kiepsko mu idzie) traktują jak herosa. Jeśli przybijesz mu piątkę, pomachasz, krzykniesz do niego - być może zafascynujesz go daną dyscypliną, zachęcisz do trenowania w przyszłości, może przyczynisz się do wyhodowania kolejnego mistrza. Ale jeśli go olejesz, być może młody obrazi się na dyscyplinę i zacznie jeść czipsy przed telewizorem. I tak oto, zamiast promować sport, zajmiesz się promocją otyłości wśród najmłodszych.

A przyjaciele? To chyba jasne. Każde zwycięstwo: z trasą, zegarem, przeciwnikami, smakuje o wiele lepiej w fantastycznym towarzystwie.


fot: instagram.com

Triathlon Projekt na Facebooku: