piątek, 9 sierpnia 2013

Herbalife Triathlon Gdynia: racebooka mi dajcie!

Wyroki losu są niezbadane. Raz trafiają do mnie czytelnicy poszukujący "Bloga Krasusa" (serdecznie pozdrawiam i zapraszam do częstszego odwiedzania), innym razem to mi odbija i rejestruje się na triathlonie na dystansie 1/2 IM. Co lepiej - od grudnia pracowałem na to, żeby tym wariactwem nie przynieść sobie wstydu i hańby. Ale stało się, słowo się rzekło, kobyłka u płota. Pakiet startowy odebrany, nawet koszulka ma nadrukowane "finisher". To zobowiązuje. A jakie wrażenia do tej pory? Rozmach nieco przytłacza...

...ale i przeraża. Bo okazuje się, że do tej pory startowałem w imprezach kameralnych, lokalnych i w gruncie rzeczy bez zbytniego zadęcia. Tutaj wszystko jest jakby o rozmiar większe. Począwszy od expo, poprzez strefę zmian, skończywszy na odległościach. Nie, nie dystansach samych zawodów, bo te są "jakby narzucone" ale: expo, odprawa, pasta party i biuro zawodów są umieszczone w hali, do której ze startu jest jakieś 3 km. Dobieg od wyjścia z wody, do strefy zmian to przynajmniej 400 metrów. Sama strefa zmian ma jakieś 360 metrów. Łącznie mamy blisko 800 metrów, które będzie trzeba przebiec dodatkowo. Mam przeczucie, że czasy T1 i T2 mogą być kosmiczne.

Wszystko fajnie, tylko dlaczego organizator zapomniał nas wyposażyć w tak ważny element wyposażenia jak racebook? Cholera, w Ełku broszurka nie była może zbyt rozbudowana, ale pozwalała na szybki ogląd sytuacji - gdzie start, gdzie strefy zmian, jakie godziny startów, etc. Tutaj niby wszystko jest na stronie internetowej, więcej będzie powiedziane na odprawie (ta będzie również po angielsku) ale pozostaje jakiś niedosyt.

Za to "pakiet powitalny" może odrobinę rozbestwić - oprócz standardowego obciążenia ulotkami (katalogami Profile Design w zasadzie mogę już handlować na allegro) w pakiecie znalazł się świetny czepek od sailfisha - grubszy i miększy od standardowego silikonu, a takze fajnie przygotowany komplet naklejek na rower, kask i torbę depozytową. Te elementy wyposażenia pojawiły się już podczas imprezy w Ełku. Tutaj, dodatkowo sponsorzy wyposażyli nas we frotkę (fajną frotkę) na nadgarstek i jakieś próbki napojów herbalife. Miło.

Przede mną (i 1497 startujących - tak Andrzeju, tak Arturze odliczyłem Was dwóch) jeszcze tylko trening w wodzie z rana, wstawienie roweru do strefy zmian, odprawa i start. Jak podchodziłem do tego startu na absolutnym luzie, tak w tej chwili zaczyna mnie dopadać jakiś niewielki stres. Staram się powtarzać sobie, że wszelkie ograniczenia siedzą w głowie, a nie w nogach i nie mam po co się denerwować. Ale jakoś do końca to nie działa...

Przypominam o konkursie: A ja triathlon widzę tak...
Weź udział i wygraj stówkę od Sport Guru

Triathlon Projekt na Facebooku: